Obserwatorzy

sobota, 11 marca 2017

...z odrobiną nostalgii...

Ostatnie tygodnie to prawdziwa huśtawka moich nastrojów...Raz jestem pełna życia, energia wręcz mnie rozpiera, a za chwilę zmieniam się w niemrawą kukłę.
Zwolniłam tempo dając sobie czas na poukładanie różnych spraw, mało szyje, bo tak faktycznie nie mam na to czasu. Internet popadł w moją niełaskę, czuję ogromne zmęczenie...
Sprzątając rzeczy mamy czułam z początku pustkę, potem kiedy brałam do ręki rzeczy których od dawna nie widziałam zaczynały wracać wspomnienia.Tyle tylko po nas zostaje... garść wspomnień i mnóstwo rzeczy których nagromadziło się przez całe życie.
To wszystko sprawiło, że zaczęłam porządkować swoje rzeczy, dopiero teraz oczy mi się otwarły i zobaczyłam ile tego jest... potrzebne, niepotrzebne...stanowczo za dużo...
Mam tylko nadzieję, że rzeczy które robię będą kiedyś miłym wspomnieniem mojej osoby, tak jak ten igielnik który nie jest taki zwyczajny jakby się wydawało.
Drewniana szpulka która chyba pamięta moją babcię, guziki ze swetra mamy i maleństwo robione na szydełku ręką nie wiem kogo, koraliki które kiedyś zdobiły bluzki.... wszystko to sprawia, że nabrał innego znaczenia... stał się kapsułą czasu.
Tak wyglądał po pierwszej przymiarce:


Ostatecznie jednak wygląda tak:






Czas zaciera ślady po nas, zostają rzeczy które które i tak pomału znikają... Myślę, że szyjąc ten igielnik udało mi się ocalić, a przynajmniej przedłużyć ich życie, nawet jeśli kiedyś dla innych będą tylko ładnym gadżetem.

**********

Niektórzy z Was zapewne zauważyli baner konkursowy Łucznika który od jakiegoś czasu tutaj wisi.
Tak, zgłosiłam po raz kolejny mojego bloga, niektórzy już mi przypomnieli, że miałam tego nie robić ;)
Jednak wybory na Szyciowy Blog Roku to wydarzenie które trudno sobie odpuścić, a mi przyda się odrobina adrenaliny która zawsze temu towarzyszy.
Zgłoszenia są przyjmowane do 14 marca więc macie jeszcze chwilę, żeby się zgłosić.



Mój blog startuje w kategorii "Osobowość", tak jak w poprzedniej edycji tego konkursu.
Miałam chwilkę, kiedy zastanawiałam się czy mam się zgłosić, ale moi znajomi i nie tylko zachęcili mnie do tego, więc skoro inni we mnie wierzą to dlaczego nie próbować po raz kolejny?
Tak opisałam to co robię :

" Lubię eksperymentować, poznawać nowe techniki i tworzyć własne wzory.
Na moim blogu chcę pokazać, że szycie może być fantastyczną zabawą i przygodą na całe życie.
W myśl zasady, że wszystko da się uszyć uparcie dążę do celu i stawiam co raz wyżej poprzeczkę.
Narzuta, naszyjnik, smok czy domek dla lalek to wszystko ma jeden wspólny mianownik - szycie z pasją.
Mimo, ze nie znajdziecie u mnie spodni czy bluzki z wyjątkiem tych dla lalek mam nadzieję, że zajrzycie i będziecie dobrze się bawić. "

Zapraszam do zapoznania się ze wszystkimi blogami zgłoszonymi do konkursu.
Głosowanie dla internautów będzie trwało od 17 do 24 marca, a warto głosować, bo można wygrać fajne żelazko. W poprzednich edycjach wśród głosujących na mój blog znalazły się osoby które zdobyły nagrody, więc wierzę, że teraz też komuś dopisze szczęście :)

************

Miłego dnia kochani ♥ U mnie zza mgły przebija się słońce więc to chyba będzie piękny dzień ♥








czwartek, 2 marca 2017

...takie szycie....

Moja przyjaciółka poprosiła, abym uszyła jej domek w pniu drzewa.
 Ochoczo podchwyciłam ten pomysł, nie mogłam zbytnio zaszaleć, bo miałam na to tylko jeden dzień, ale skoro ona zajęła się obiadem to ja mogłam spokojnie szyć ;)
 Z czego uszyć taki pień... podstawowy problem z materiałem to oczywiście odpowiedni kolor... znalazłam kawałeczek polaru, jego barwa od razu zwróciła moja uwagę.
Polar ułożyłam na włókninie i przeszywałam na maszynie robiąc jakieś esy floresy, tak by przypominało to korę drzewa.


Dalej poszło z górki, domek nieomal sam się szył, aż miło :)
Inspirowałam się przy tym podobnymi domkami wykonanymi z filcu, które oglądałam w sieci.




Ja od razu zobaczyłam w nim kolejny igielnik, a co zrobi z nim moja przyjaciółka tego nie wiem. Wiem na pewno, że dorobi do niego listki na szydełku wtedy będzie idealnie :)
Rowerek to gotowiec, urozmaicił odrobinę otoczenie.


Ciekawa jestem, co też moja kochana Danielka wymyśli następnym razem .... oczywiście nie mogę się doczekać, bo przecież kocham szyć takie cuda :) I mam porządną wymówkę, gdy ktoś znowu zapyta: po co szyjesz takie pierdoły ?....

Miłego dnia kochani .

poniedziałek, 20 lutego 2017

Miłość na całe życie...

Kolejna para staruszków cieszy moje oczy i nie tylko moje ;)
Króciutko o samym wykonaniu napiszę, żeby rozwiać wątpliwości jaką techniką są wykonane.
Ciałka szyje z polaru, który pięknie "udaje" filcowanie, stąd częste pomyłki ;) Wszystkie dodatki takie jak okulary, laski, gazety wykonuję własnoręcznie, dlatego nie są zbyt doskonałe.
Dzisiaj pokażę Wam bardzo wyjątkową parę, wciąż nie wiem czy to spotkanie po latach czy wiekowi małżonkowie umówili się na randkę... może Wy to odgadniecie?
Zacznijmy jednak od początku.. pierwsza była babcia... jej pogodne spojrzenie od razu wprawiło mnie w dobry nastrój.


Kiedy była już gotowa...


...pomyślałam,że tak wiekowa osoba nie powinna stać, bo nogi ją rozbolą, uszyłam ławeczkę na której chętnie usiadła i czekała na swoją drugą połówkę:


Zaczęłam szyć dziadziusia...


...i doprawdy nie wiem co mnie podkusiło, a może to był pomysł babuni, ale zrobiłyśmy takie zdjęcie haha ;)


Szybciutko doszywałam resztę ciałka, bo dopadły mnie wyrzuty sumienia, że tak strasznie zadrwiłam ze starszego pana.


Proszę jaki elegancki i szarmancki, tymi kwiatami podbije serce babuni bez dwóch zdań :)
I wtedy właśnie wpadłam na pomysł ze zdjęciami z młodości:



Użyłam wiekowych zdjęć z naszego rodzinnego albumu, troszkę ciężko było mi wydrukować tak małe formaty, bo średnio znam się na takich rzeczach, ale po krótkiej walce ze sprzętem udało się :)
Tak doszło do spotkania tych dwojga:


Ich spojrzenia mówią same za siebie, taka miłość zdarza się tylko raz w życiu ♥


Z tymi laleczkami łączy mnie niezwykła więź, właśnie taka na całe życie, może to dziwnie brzmi, ale taka jest prawda, przy nich czuję, że mogę więcej ♥


Na zakończenie chcę Wam pokazać co skłoniło mnie do szycia staruszków, TUTAJ znajdziecie moją inspirację :)
Dziękuje Wam za ostanie komentarze i życzę Wam udanego tygodnia :)

czwartek, 16 lutego 2017

Czyż to nie jest magia?

Witajcie kochani.
Pomału wracam do rzeczywistości, ale na razie bez większego powodzenia.... od kilku dni usiłuję coś robić. Niby mam pomysły i chęci, ale gdy siadam do maszyny nagle mam pustkę w głowie...
Muszę dać sobie jeszcze trochę czasu, może jutro,albo za kilka dni wrócę do tego co tak bardzo kocham, dobrze, że chociaż  mój nastrój się poprawił, mały krok do przodu.
Pozostawiam więc smutki za sobą i cofam się w czasie, takie rzeczy mogą zdarzyć się tylko w blogowym świecie :)
 Dzisiaj będzie mowa o patchworku, ale nie takim zwyczajnym... chociaż czy patchwork może być zwyczajny? Chyba nie... ale jest technika która mnie uwiodła, a chodzi o patchwork confetti.
Niekwestionowanym guru w tym temacie jest dla mnie Anna Sławińska, Ci którzy nie wiedzą o kim mówię niech koniecznie do niej zajrzą, gwarantuje wspaniała ucztę dla oczu.
Moje ochy i achy dla tej techniki zaowocowały oczywiście tym, że musiałam zobaczyć jak to jest i z czym to się je ;)
Na początku radziłam sobie jak zawsze po swojemu, nie powstrzymał mnie nawet brak stopki do pikowania, którą zamówiłam, ale czas oczekiwania za bardzo się dłużył...no nie wytrzymałam po prostu i zaczęłam bez niej ;)


Jak widzicie pobawiłam się w proste przeszycia, na początku miałam obawy, że te drobinki tkanin uciekną mi spod maszyny, po przykryciu ich organzą i upięciu szpilkami grzecznie jednak tkwiły na swoim miejscu.


Zasadniczo powinnam raczej użyć tiulu, ale tego też jeszcze nie miałam więc ratowałam się czym mogłam... desperatka ze mnie.
Organza przytłumiła nieco kolory, mimo to byłam zadowolona z mojej próby.


Drugi obrazek udało mi się nawet wykończyć i tym razem użyłam tiulu, ale wciąż jeszcze bez stopki do pikowania ;)





I tak mam swoja łąkę z której jestem dumna :)
Kiedy przyszła stopka zaszalałam po raz kolejny i troszkę poćwiczyłam pikowanie to od razu zaczęłam szyć kolejny obrazek :)


Byłam ogromnie podekscytowana....


Wiem, że nie jest cud jakiś, ale jak człowiek zrobi coś samodzielnie to go taka radość wypełnia, brakuje mi chyba słów żeby to opisać...to po prostu pasja :)
Poniosło mnie i dodałam odrobinę haftu wstążeczkowego:


...i jeszcze koraliki ;)


Obrazek gotowy:


Szycie tą techniką sprawia mi wiele przyjemności, nie trzymam się zbytnio zasad i lubię dodawać tak jak mi w duszy gra i oto w tym wszystkim chodzi, żeby nie bać się robić po swojemu ;)
Wspomnę jeszcze króciutko o tym jak powstało tło, paski nie były cięte nożyczkami,a po prostu udarte, naszyte na tkaninę tworzą niezwykły obraz, podpatrzyłam w sieci :) zobaczcie jak fantastycznie to wygląda:


Kojarzy mi się to ze wzburzonym oceanem... czyż to nie jest magia?

........

Dziękuje Wam za ciepłe słowa pod poprzednim wpisem, bez Was byłoby mi dużo trudniej...



sobota, 11 lutego 2017

...

Umieszczając poprzedni wpis na blogu nie przeczuwałam co wydarzy się następnego dnia...
...nie znasz dnia ani godziny... doświadczyłam tego boleśnie i teraz już nic nie jest takie jak było.
1 lutego odeszła moja mama, nagle wszystko się skończyło, jedna chwila, ułamki sekund i nie ma człowieka.
Każdy kolejny poranek oddala mnie od tego wydarzenia, ale gdy budzę się, mam wrażenie, że to wszystko nie prawda...potem dociera do mnie, że jednak tak właśnie jest i tylko mam nadzieję, że Ona jest gdzieś obok... tylu rzeczy nie zrobiłam, nie powiedziałam, nie wyjaśniłam... teraz jest za późno...
            ..... i tylko znowu kolejny poranek nastał....


wtorek, 31 stycznia 2017

Mam takie zachcianki...

Napatrzeć się nie mogę na cudowne gobeliny 3D które można podziwiać w sieci,a wiecie jak to ze mną jest,...Jak coś mi się spodoba nie mam innego wyjścia i muszę spróbować.
W domu mam sporo włóczek, ramę do tkania zrobioną przez mojego męża wiec nic nie stanęło na przeszkodzie moim zachcianką ;) Zacząć łatwo, gorzej skończyć...


Intensywnie pracuję nad swoim słomianym zapałem, nie odpuszczam i dzięki temu wykończyłam ten mini gobelin mimo nękających mnie wątpliwości...


Jak już go skończyłam to nagle okazało się,że jednak jestem z niego zadowolona wiec zrobiłam kolejny. Tym razem zaczęłam mocno kombinować, mogę tylko się domyślać jak  to robić więc zrobiłam jak zwykle po swojemu :)


To kombinacja tkania, szycia i szydełkowania.




Forma gdzieś po drodze mi uciekła, ale w sumie chyba nie wygląda to najgorzej ;)
Kolejną rzeczą którą zapragnęłam mieć to chodniczek,zaplotłam więc długi warkocz, następnie zwijałam go zeszywając ręcznie :


..aż wyszło takie coś:




Chodniczek powstał ze starej zasłonki, spódniczki i halki, świetny sposób na pozbycie się niechcianych rzeczy.
Tak materializują się moje zachcianki ;)

Pozdrawiam Was serdecznie.




środa, 25 stycznia 2017

Startujemy :)

Witajcie kochani :)
Na początek życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
Długa przerwa na blogu to efekt nieustających kłopotów z komputerem, z radością mogę się pochwalić,że właśnie siedzę przy nowym sprzęcie więc teraz już powinno być wszystko w porządku.
Zaległe robótki jeszcze z zeszłego roku czekają na swoją publikacje, a wiec do dzieła :)
Nie pamiętam dlaczego, ale uszyłam takiego oto owada:



Wykonałam go z tkanin obiciowych, sztucznego futerka i tkaniny bawełnianej, nóżki to druciki oplecione włóczką,a czułki i korona to oczywiście mocowanie od bombki.




Moje koty były żywo zainteresowane tym stworzeniem i musiałam biedactwo ratować z opresji gdy postanowiły dokładniej go zbadać...było tuż od tragedii ;)

Uwielbiam szyć takie cudaczki, tym bardziej jestem szczęśliwa, że moje myszki zostały docenione przez Qrkoko i tym samym zostałam uwzględniona w rocznym podsumowaniu CraftMonday  :)


                                                                   Dziękuje Agatko ♥

Pora się rozkręcić, bo mam wrażenie, że zapadam w sen zimowy, a jak to będzie w tym roku to się jeszcze okaże :) Dziękuje za wszystkie życzenia, ciepłe słowa i za to, że jesteście :)
Pozdrawiam serdecznie ♥